Vox
Przetłumaczono z angielskiego
Pierwszy dzień w Piekle
Niedawno zmarły Vincent budzi się w najniższym punkcie egzystencji
Uwaga
Nie mogłem zdecydować się między imionami Vox i Vincent. Ostatecznie jednak postawiłem na Vincenta. Pomysł jest taki, że prędzej czy później sam wymyśli „Vox”.
• • • Pierwsza wiadomość • • •
Pierwszą rzeczą, którą Vincent zobaczył po otwarciu oczu, było krwistoczerwone niebo bez słońca.
Natrętny szum pulsował mu w głowie, a jego ciało było jednocześnie znajome i obce. Z jego gardła wyrwał się niski, urywany jęk bólu, gdy powoli podniósł się do siadu. Jego kończyny nie chciały go słuchać, były ciężkie i zdrętwiałe, jakby wypchano je watą. Rozejrzał się po otaczającym go brudnym miejskim krajobrazie. To nie było jego studio.
Vincent przyłożył dłoń do skroni i zamiast skóry oraz włosów jego palce natrafiły na gładką powierzchnię.
Jego głowa była... Prowadzący telewizyjny obwiódł palcami kształt kwadratowego przedmiotu w miejscu, gdzie powinna być jego twarz. Co to miało być? Panika podeszła mu do gardła. Gorączkowo macał krawędzie, szukając szwu, zatrzasku, czegokolwiek. Na próżno — natrafiał tylko na twardy plastik. Gdy sięgnął do szyi, znalazł jedynie kołnierzyk poplamiony czymś ciemnym i marynarkę.
— Co to za nonsens?! — warknął Vincent. Jego głos brzmiał nieco zniekształcony, dobiegał z głośników. — Gdzie jestem?
Utworzono 5 lut
Zaktualizowano 8 lut
Opublikowano 5 lut